Znowu te pierdoły

Wiara

Jezeli widziliscie/slyszeliscie kiedykoswiek "dyskusję" pomiędzy wierzącym a ateistą, to wiecie jak bardzo jest jałowa. Nie ma szans żeby jednej ze stron udało się przekonać drugą do swojego punktu widzenia.

Dlaczego? Tu chodzi o logikę. Trochę mniej matematyczną. Za logiczne uważamy to, co nie stoi w sprzeczności z naszymi innymi poglądami. Jeżeli myślimy logicznie to nasze poglądy są spójne.

To czy wierzymy czy nie, jest siłą rzeczy fundamentem naszego myślenia. Zupełnie inne są podstawy codziennego postępowania, wyobrażenia na temat tego co muszę/powinienm/chcę oraz tak trudno definiowalnego sensu życia.

Nasz umysł też nie lubi sprzeczności. I bardzo sprytnie potrafi znaleźć dla nas drobne szczegóły, argumenciki (dla innych być może nie tak barzdo przekonujące), które wypełniają wszelkie luźne szczeliny powstałe przez nieścisłości w naszym rozumieniu świata.

Jeżeli tylko ktoś sprawę choć trochę przemyślał, to nie da się tak po prostu zmienić postawy z wierzącej na nie lub odwrotnie. Bo oznacza to przepisanie wszystkich swoich, najbardziej nawet podstawowych założeń. Czas potrzbny na to, to lata, nie godziny. Zagubienia.

Myślę że myślenie (od czasu do czasu) jest ważne. Pogrzebać po swoich poglądach, założeniach, po planach i marzeniach i pomyśleć czy na pewno nic się ze sobą nie gryzie. Jeżeli coś się gryzie, to trzeba podjąć decyzję.

Wielki świat

Gdy tak się rozmyśla nad tym co ważne i czego się chce, można sobie czasem pomyśleć o ludziach naokoło. Sąsiadach, ziomkach, ludzkości. Może nawet o wszechświecie. Nie da się ukryć że trochę nas na tym świecie jest. Właśnie teraz umiera ileśtam osób i wątpię aby robiło to na Tobie jakiekolwiek wrażenie. Zauważamy tylko zmiany w naszym otoczeniu. Gdy patrzymy na ludzi na ulicy to wszyscy są tacy sami. Nasi znajomi są już raczej różni. Najlepsi przyjaciele wyjątkowi. No a my, my to jesteśmy oczywiście ewenement na skalę wszechświata - coś co nigdy nie może się powtórzyć.

Rozmyślając tak o kolejach świata można by dojść do wniosku że skoro sobie tak cały czas umieramy i się rodzimy i jest nas tak wiele, to być może jednostka tak naprawdę mało znaczy. Oczywiście, kropla tworzy ocean i inne śmieszne argumenty. Ale jak wiele zmieniło by się na całym świecie gdybyś umarł(a) właśnie teraz?

Wspaniale jest myśleć że choćby pracując w jakikolwiek sposób popychamy o odrobinkę ludzkość naprzód. To jest fakt. Tyle że turlamy się do przodu nie wiedząc czy czeka tam ściana, przepaść, czy coś nas goni czy może po prostu zanudzimy się turlając. Jakkolwiek niewyobrażalnie to dla nas brzmi to faktem jest że ludzkość może nie przetrwać. W taki lub inny sposób (długo by pisać). Pomagając więc pchać ludzkość do przodu nie wiadomo tak narpawdę czy w ogóle jej pomagamy.

No ale ludzie. Gdziekolwiek byśmy nie zmierzali, to przecież jesteśmy ludźmi. Inni ludzie coś dla nas znaczą (Bo warto zauważyć że nie potrafimy w ogóle być człowiekem bez innych ludzi. Chociażby język. Jak dużo jesteś w stanie wymyślić bez niego? A nauczyli Cię go ludzie. Dzielenie się radością nienawiścią i wszystko co ludzkie jest związane z innymi ludźmi, więc tak w skrócie mówiąc bez innych ludzi człowiek istnieć nie może) Możemy więc olać to gdzie się turlamy i skupić się na tym żeby miło się turlało. No i to już zawsze jest jakiś pomsł.

Nuda

Nie tak łatwo żeby było miło. Bardzo ciężko nas zadowolić. Tak jak do wszystkiego możemy się przyzwyczaic, tak i wszystkim jeteśmy się w stanie znudzić (no tak tak, już tłumaczę - otóż seks, to jedynie potrzeba trochę niższego poziomu niż umysłowa. Ze względów technicznych nie jesteśmy w stanie poprzestać tylko na nim, a w poozstałym czasie nadal pozostaje nuda. Podobnie jak z innymi potrzebami typu jedzenie, sranie picie i spanie. Być może nawet niektórzy tą piątką są sobie w stanie wypełnić życie, ale trudno nie przyznać że wydaje się ono nudne). Z tego właśnie powodu ciężko o raj dla człowieka. Nawet jeżeli ciągle coś zmienia się na lepsze, przyzwyczajamy się do zmian. Do przyspieszenia prędkości zmian na lepsze też się przyzwyczajamy.

W rzeczywistości, gdyby nie oczekująca gdzieśtam (zawsze daleko..) śmierć, to życie zupełnie straciło by sens. Ja osobiście odłożyłbym wszystko na później.

Szczęście

A tak, słyszłem coś kiedyś. Stan umysłu, niezależne od faktycznego stanu rzeczy. Przy niskich ambicjach stosunkowo łatwe do osiągnięcia, jednak co najwyżej w takim stopniu w jakim spotyka nas nieszczęcie (bo tylko względem niego możemy zmierzyć poziom szczęśliwości).

No ale ogólnie to teraz muszę szkołę skończyć, bez tego nie bedę szczęśliwy. Drugą szkołę. Trzecią. Studia. Dobra prace znaleźć. I zarobić na dom. I ups... cholera umieram.

Grafomania

Podobno nieuleczana.